WIERSZE

WYBACZ MI MAMO

 

Wybacz mi Mamo
tyle mi dałaś
tyle mi dano
przepadło
dręczą uczynki podłe
nie spotkamy się w niebie Mamo
wybacz mi wybacz
że Ciebie zawiodłem

 

Jeden za drugim Mamo
od Ciebie przekaz
że tam gdzieś jesteś
że na mnie czekasz

 

Wędrująca plamka na ścianie
zastygła na Twoim zdjęciu
łkanie
z wnętrza zaciśniętych palców
pięciu
zatroskany Twój głos
z pustego zeszytu

 

Mamo moja Mamo
przytul mnie
przytul

 

Na powrót mnie Mamo
dzieckiem uczyń
swoim i bożym
a dobędzie święty Piotr
któryś z żurawich kluczy
i przed nami
znów razem
Niebo otworzy

 

PÓJDŹ W LAS

 

Pójdź w las
tam kawior leśny
jagody jak winogrona
i ptak zielonopieśny
i wiatr
co dmie w koronach

 
Pójdź w las
poszukaj drobiu
wśród ptactwa gąsek i kurek
Tego co wszystko to objął
I niesie
ze sobą w Górę

 
 

KURKO...

 

Kurko zielonopiórko
słońce dla ciebie
po grzędę złote
i całe podwórko
i liszka pod płotem
kurzym wzrokiem dojrzana
z samego rana

 
i figlarny dla ciebie
kurko zielononóżko
calutki dzionek
pod muszką

 
Kurko zielonooka
chcę poznać twą istotę
jak to jest
że w zielonych wciąż latasz obłokach
w zielonych fruwasz chmurach
a jesteś nielotem
Odgdakaj mi na to pytanie
kurko zielonopióra

 
I czy to prawda
czy tylko bajka
w zieleń zaklęta
że na przedwiośniu
zielone znosisz jajka
a z nich wykluwają się
pąki jak pisklęta
a później jest z nich lato
jak wielka zielona kwoka

 
Więc jak to jest z tobą
kurko zielonopiórko
kurko zielononóżko
kurko zielonooka
 
 

POEZJA MIEJSKIEGO ŚWITU

 

Ze świtem duch jeszcze śpi w narodzie
dwa jadą auta na krzyż
jeden idzie przechodzień
kot na wróbla czatuje w krzakach
ślad na chodniku błyszczy
ośliniony przez ślimaka
jedna sroka lękliwie łypie na boki
chleb z dziobu jej wypadł
już o chleb się biją sroki

 
Mijam przecznice
omijam kałuże
jeszcze bym pozostał
w tym świcie na dłużej
już go mam przytrzymać
już zbieram się do  chwytu
a tu pyk
i nie ma świtu
 

 

PISZĘ

 

tyle igieł liści
tyle tyle grzybów
ważek motyli
tyle jednego jedynego ptaka
przenikającego na wskroś
tyle nartników
piszących wiersze
na płynnej ciszy
tyle tyle mrówek
kąsających uwagami
by im nie stawać na drodze
tyle zielonych tuneli
ze światełkiem na końcu
do którego wcale się nie chce
tyle czułych szeptów
i puszystych baśni

 
oddalając się
jeszcze za sobą ciągnę
smugę mgły zielonej
której nie rozproszą ludzie
nie rozjeżdżą samochody

 
o pisanie mnie nie proście
i tak nieustannie
wyściełam nim swój fotel
wypełniam nim swą pościel
znajduję pośród szyszek

 
piszę

 

 

PISZ

 

może ktoś czeka
ktoś jeden
albo może
i pół człowieka

 
może połową wiersza
jedną frazą
jednym słowem
postawisz boski znaczek
i ktoś się może wzruszy
i może ktoś zapłacze
 
 

O  AMEN

 

Z góry z dołu
z lewej z prawej
ptak krzyczał
ptak furkał
sfrunął owad z nieba w trawę
przebiegła wiewiórka

 
A ja
jakiś niewymodlony
nie do końca amen
a modlitwy moje
beze mnie jakby
sobie same

 
Niedowidzę niedowierzę
sypię pacierz za pacierzem
jak groszem
ale dziękuję tylko
o nic nie proszę

 
Naprawdę o nic
nawet i o najlepszych
na świecie wierszy
tysiąc stronnic

 
Moja jedyna
do Ciebie Boże prośba
prośba i lament
o wymodlenie Cię proszę
o amen
 

 

JEST MOIM MARZENIEM...

 

Jest moim marzeniem 
spełnianie twoich marzeń
jest moim pragnieniem 
spełnianie twoich pragnień  
w szary dzień bez ciebie
jest mi jeszcze szarzej
zapadam się zapadam
zapadam
i osiadam na dnie 

 
Co drugi oddech bym oddał
i puls bym oddał co drugi
na wiatr
wypuściłbym wieczne pióra
w ogień bym farby sztalugi
oddałbym imię nazwisko
i datę urodzenia
oddałbym wszystko wszystko
i tak bez ciebie mnie nie ma
nie ma
 

 

CZY  PAMIĘTA  NASZA DROGA

 

Czy pamięta nasza droga
czy pamięta
choćby w jakichś już zwietrzałych
lasu szczętach
w prochu szyszki
w pyle drogi
w skręcie łyka
że się między
między nami
las zamykał

I odgrodził się gęstwiną
nieprzebytą
aż załkały łąki rosą
w polu żyto
zaszumiała
w poprzek drogi
sosna ścięta
      czy pamięta
      nasza droga
      czy pamięta…

CYK CYK CYK

 

Pomiędzy jawą a snami

zbierała carne jezyny

dziewcynka z warkocykami

 

Do ust wkładała jedną

a drugą do kosyka

a świersc jak stary zegar

cyk cyk, cyk cyk

tak cykał

 

Takie smacne owoce

najlepse gdzie najcerniej

wplątały się warkoce

w kłujące jezyn ciernie

 

Samoce się dziewcynka

wplątana w jezyn wnyki

jak tu złote z tej cerni

uwolnić warkocyki

 

Dziewcynka psestrasona

strach  w ocach i panika

a na to świersc z bliziutka

cyk cyk cyk cyk

Zacykał

 

Uwiez, to nie mamidła

uwolnię warkocyki

nozyce mam w swych sksydłach

wystarcą mi tsy cyki

 

Cyk cyk cyk

I znikł

 

SKRZENIE

 

Poza nocą poza nami
nie było nikogo
psy tylko wyczuły
że Nikt
że Nic
idzie drogą

Nikt niczego nie widział
i nikogo nikt nie znał
tylko noc była
śnieżynkami gwiezdna

Skrzył się śnieg
skrzył gwiazdami
gwiazdy skrzyły się śniegiem
Syriusz skrzył się do Alfy
Procjon błyskał na Wegę

I było skrzenie bez granic
też na Nikogo
i też na Nic

 

KUKUŁKA

 

A na wiosnę
znów pojedziemy w to miejsce
gdzie kuka kukułka
gdzie drzewo
o drzewo się ściera
i skrzypi
jak skrzecząca sójka

gdzie ptak przeleci motylem
a motyl wzleci ptakiem
gdzie wszystko będzie jak wtedy
nie inne nie inaczej
właśnie takie

 

 MOWA TRAWA

 

opowiadają trawy
w którą zając pognał stronę
gdzie bocian gdzie skowronek
który kwiat dziś co powiedział
a te z leśnej polany
wilka wspominają
rysia i niedźwiedzia

opowiadają
jak daleko sprężyk doleciał
i gdzie dziś robota krecia
i jaki skąd czego posiew
wiatr niesie

opowiadają i o kosmosie
a te ze skraju boru
że rój widziały nocą
nie pszczół a meteorów

jeden po drugim smugami latał
jakby Bóg malował
trawę wszechświata

a nieopodal
tysiąc tępych ludzkich żylet
równają trawę z ziemią
by do pięt im nie dorosła
ani o milimetr

mgła poranna rosę roni
strzyże trawę pasikonik 
zarośnięte trawą drogi
szepcze trawa
pośród mogił

  

MOŻE JESZCZE

 

Może jeszcze warto czekać
na to co już było
może jeszcze na człowieka
czeka jakaś miłość

Może wśliźnie się pod kołdrę
przez sen choćby przemknie
i otworzy oczy modre
że znów będzie pięknie

Księżycowy srebrny loczek
na twarzy położy
w samo serce połaskocze
pozdrowieniem bożym

Może zszyje co porwane
niedotkane dotka
może jeszcze tuż przed ranem
coś człowieka spotka

 

 

KOCHAM CIĘ

 

Kocham Cię
śliczna moja
wesoła i smętna
za to Cię kocham
że oczu od Ciebie nie mogę oderwać
moja piękna

Za Twoja niezłomność Cię kocham
i za poetów których kochasz
za to że jesteś w mych lasach
na łąkach na polanach
moja kochana

I za to Cię kocham
że jesteś w świątyniach kapliczkach
w ludziach i prochach
za to wszystko i za wiele wiele więcej
Cię Polsko kocham

 

 

JESZCZE BĘDZIE SMUTNO

 

Jeszcze będzie smutno
przesmutno najsmuciej
jeszcze los na takiej
załka kiedyś nucie
że jednemu z nas dwojga
przestanie być pięknie

A wówczas
wówczas
serce pęknie
i drugie

I będziemy już zawsze razem
nad Biebrzą nad Bugiem
nad morzem nad Narwią
na każdej naszej trasie

W jednym miejscu
w jednym czasie

 

 

JA i DROGA

 

Nie będą mnie obchodzić
żadni ludzie i przedmioty żadne
tak będę iść długo daleko
aż upadnę

Nie będę myślał o niczym
nie będę myślał o nikim
a gdy coś zakrzyczy
przekrzyczę ciszą
te krzyki

A gdy horyzont będzie
tuż przede mną
ja i droga
będziemy jedno

A za mną czarna noc
przede mną poranna zorza
a ja
ja będę szedł prosto
będę skręcał
będę rozdrożał

 

JAK  TO  OPISAĆ

 

Co warte pisanie
jak to opisać

Krajobraz powłóczysty
ledwo w zarysach
przy drodze
kilka lip i jarzębin
i kapliczka w głębi
w niej baba w chuście
dziad z długą brodą
nad świętą wodą
z ikoną i świecą

A dzień już w lesie
a mgła już w łące
ostatnie ptaki lecą
posiany w niebie mak

Jak to opisać
Jak to

Jak

 

NIE ZERWĘ

 

Jawę jak sen
Ci opiszę

Rósł ten
między chodnikiem
a murem smętarza
pierwszy przedwiośnia
mniszek

Chciałem go ofiarować Tobie
dla Ciebie go zerwać
na Święto Kobiet

Już już w mojej ręce
kwiatu łodyżka
lecz puls wyczułem
błaganie
lekarskiego mniszka

Wyczułem przestrach
w oddechu przerwę
mniszka
Już wiedziałem
dla Ciebie nie zerwę
mniejszego braciszka

Miłość mam w sobie i ciszę
serce dla Ciebie przedwiośne
Niech i dla Ciebie mniszek
pomiędzy smętarzem a drogą
sobie rośnie