Janusz!
Ależ to niespodzianka przepiękna! Dzisiaj rano przyszło tomisko Twoich wierszy. Przeczytałem wszystkie i jestem pod wrażeniem. Ciebie jakieś gówna na tym świecie (Świeciu?) nie obchodzą. Anulowałeś czas, anihilowałeś niedorzeczność i opisałeś niezwykłą urodę tego, co większość lekceważy. Ja widzę tu zachwyt prawami natury, których ani przekreślić, ani zmienić nie potrafimy. Twoje wiersze pachną lasem. Twoim lasem, moim, naszym. Mój las leczył mnie i uspokajał mojego konia. Twój las oddycha i z politowaniem patrzy na ten największy abstrakt jakim jest czas.
W tym wszystkim list do matki. Wiesz, że mógłbym napisać podobnie? Wiesz, że gdyby moja mama wstała z grobu i dowiedziała się, że jednak skończyłem studia, to by z powrotem umarła. Może mnie widzi, ale ja nie widzę jej. To było 41 lat temu… Dłużej nie mam matki niż ją miałem.
Tom pachnie żywicą, prawdziwkami i leśnymi konwaliami. Nie wyrażasz w nim narcystycznego „bólu istnienia”, nie zmagasz się z polityką, nie smagasz ludzi, nie krzyczysz głośno „halo, tu jestem, patrzcie na mnie”. To bardzo nienachalna poezja. A cała książka jest jak mankiet koszuli, na której refleksyjny obserwator zapisał parę szczegółów z tego co widzi.
Podziwiam i gratuluję.
Dziękuję.
Serdeczności wciąż jeszcze adwentowe.
prof.dr hab, Aleksander Nalaskowski

______________________________________________________________________________________________

 

Miłość do lasu, do przepychu lasu, bogactwa jego istnień budzi moją zazdrość. Powtórzę za dzieckiem: zazdraszczam.

Prawdziwa miłość nie jest zagrożona przez taką zazdrość.. Po prostu dzieli się.
Miłość, która jest taka mała. Odważnie zadziera głowę aż po wiszącą koronę nieba. 
Krucha miłość, która jest pewna siebie, ponieważ: Bóg mnie widzi wielkim (s. 35). 
Dziękuję za wielkie tematy, odnajdywanie sensu życia tak Po prostu (60).
 
Przeczytałem tego samego dnia, gdy otrzymałem: 6.12.2020 godz. 23.44.
I jestem głodny…
Niech Bóg błogosławi.
Ks. Rajmund 
(ks. dr Rajmund Ponczek, proboszcz parafii Bierzgłowo, k.Torunia); przypis mój.
______________________________________________________________________________________________

 

Elżbieta Morawiec w wydanym w krakowskich „Arcanach” (108  listopad, grudzień 2012; s. 213 – 214) o tomiku „Łagodnia”:

(…) poeta ucieka do swego azylu – harmonijnej, łagodnej natury. Wyjątkowy słuch na jej piękno, niezwykła czułość języka sprawiają, że ta poezja i dla czytelnika staje się utęsknionym i odnalezionym rajskim ogrodem. (…) czytaj dalej =>

 

Michał Siedlecki, w periodyku „Środy Literackie”, rok Trzeci, wrzesień 2010 – czerwiec 2011, s. 122 – 125, Białystok:
Proza i poezja Janusza Andrzejczaka, to symboliczne odkrywanie piękna świata ukrytego w naszej codzienności, stanowiące nowy i ważny rozdział we współczesnej polskiej literaturze. zobacz recenzję =>

 

Anna Dąbrowska, w Gazecie Częstochowskiej, [ Wydanie nr 28 (1017) z 2011-07-14 ] Świat słowem malowany, czyli czytajmy wiersze! zobacz recenzję =>

 

Jerzy Binkowski Las jest Twoim żywiołem?  publikacja na stronie autora czytaj dalej =>

 

Robert Pucek, o Łagodni  zobacz recenzję =>

 

Alicja Patey-Grabowska „Warto przeczytać zobacz recenzję =>

 

Anna Dąbrowska, w Gazecie Częstochowskiej, [ Wydanie nr 29 (1069) z 2012-07-26 ] „Łagodnia” – miejsce dla każdego, czytaj dalej =>

Lagodnia recenzja ksiazki AD

 

 

Anna Dąbrowska, w Gazecie Częstochowskiej, 28.07.2011 r.:

Janusz Andrzejczak, to człowiek o ogromnej wrażliwości. Potrafi widzieć i czuć zdecydowanie ponad przeciętną. Zauważa też więcej, bo patrzy na świat z ogromną miłością. Ważka, brzoza czy zwykłe targowisko stają się tematem wiersza równie przejmującego, jak ten opowiadający o śmierci przyjaciół. Andrzejczak potrafi przekazać swoje emocje z taka ekspresją, że nie da się go czytać bez ich odwzajemnienia. Te wiersze nie tylko się czyta – je się słyszy, czuje, ich się dotyka. Mają konkretne kształty, barwy i zapachy. Mają dźwięk padającego deszczu, śpiewających ptaków, szumiących drzew. Malowane słowem, brzmiące, jak sonaty czy preludia – tylko tak można pisać o tej poezji.

W tomiku poezji „Ulotnia” wyd. Marszałek, Toruń, 2013

 

Elżbieta Morawiec:

„Ulotnia” – w tym słowie tytule tomiku Janusza Andrzejczaka przegląda się sama istota jego poezji, filozofia autora, niezwykły język tych wierszy, czułość dla wszystkiego, co nas otacza. Andrzejczak, co tak dziś niemodne, jest wrażliwym łowcą natury, rozkochany w lasach, jeziorach, przepaścistych niebach nadrzecznych. Jest też łowcą tego, co bezpowrotne i ulotne właśnie – samego życia, jego urody, ale i jego dramatów. Ta poezja tyleż jest horacjańska, co franciszkańska z ducha. Niezwykle bogata w zapomniane słowa języka, wyrasta także pięknym drzewostanem słów niepowtarzalnych, własnych…

 

Anna Polony:

Lubię poezję Janusza Andrzejczaka. Urzeka mnie ciepłem, prostotą, miłością do świata i ludzi. Jest jak promień słońca w pochmurnym dniu.

 

Leszek Długosz:

Zadziwiające! Wszystko niby znane, widziane? – A zobaczone jakby znów? Zobaczone aż tak?
ULOTNIA… nowy tomik Andrzejczaka prowadzi nas – w głąb obrazu. W las, w pejzaż jeziorny, w trakt natury, w „istotność zieleni.” – Nie widzę obecnie w naszej poezji równie czujnego, „kompetentnego” przewodnika! Ze znajomością materii, ze zmysłową wręcz czułością odsłaniają się nam obrazy…
Na szczęście świadome pióro prowadzi pewnie. Omijając wykroty sentymentalizmu, czy egzaltacji. By tak rzec, więc oko i serce myśliwego jest czułe, ale ręka i decyzja pewna i czytam te wiersze z uśmiechem i zadumą.
– Odsłania się przecież i obraz Tego, Który Patrzy… Ta suma udziela się i Temu, który Czyta. I to jest niezły trop. Z wierszy wydobyty (upolowany).

 

Jan Leończuk:

Wiersze Janusza Andrzejczaka osiadają w nas pięknem wytęsknionym. Jak motyle z nocy, wszak przywracają równowagę światu, pozwalając wierzyć, że czas nie prowadzi ku śmierci. Utonąć w zieloności przyrody, zatracić się w pięknie świata – odzyskując jego tętno wzruszenia – to droga do wieczności w zgodzie z rytmem ziemi i własnym sercem. Czyż więcej można oczekiwać od Poety, niż zrozumienie życia, z jego codziennymi wertepami?
Wiersze Janusza pozwalają odzyskiwać na powrót Wiarę, Nadzieję i Miłość.

W tomiku poezji „Przedziwnia” wyd. Marszałek, Toruń, 2015

 

Przemysław Dakowicz:

U źródeł twórczości poetyckiej Janusza Andrzejczaka stoi czułość dla niezliczonych form widzialnego świata. Człowiek jest tu zanurzony w przyrodzie i przyrodę kontempluje. Poezja podejmuje próbę przełożenia jej niewysławialności na wyrazy ludzkiego języka, konfrontuje ją z rzeczywistością kultury – obrazów, rytmów, dźwięków. Niekiedy przez płynące harmonijnie frazy prześwieca trudna polska historia, niekiedy błyska metafizyczna zaduma, pytanie o sens ziemskich spraw i porządków. Janusz Andrzejczak jest, jak się zdaje, zwolennikiem literackiej tradycji – nie eksperymentuje nadmiernie (przejawia – za Leśmianem – wyraźną skłonność do neologizmu, semantycznej migotliwości, gry znaczeniami), sięga po sprawdzone wzorce literackie, po miary wierszowe chcące oddać niezbywalny rytm tego, co istnieje. Ceni najprostsze wzruszenia i aksjologiczną jednoznaczność.

 

Leszek Długosz:

Przychodzi mi powtórzyć (więc wzmocnić) opinię jaką wypowiedziałem przy pierwszym spotkaniu z lekturą wierszy Andrzejczaka. Nikt chyba obecnie w poezji polskiej nie podchodzi bardziej uważnie, czujnie, subtelnie do Natury, jak właśnie to się zdarza (dzieje się) w jego tekstach… Nikt pewnie nie pozwala sobie na większą „intymność tych relacji”. Parafrazując jego sposoby językowe – temat i autor stanowią tu niemal jednię. I jeszcze atut dodatkowy – zdyscyplinowanie formy. Muzyczność tych strofek… przyjemności rytmizacji, uwodzicielskie „rozkołysanie frazy” wiersz…

 

Jan Leończuk:

Aby poezję na powrót przytulić i pokochać, aby dotrzeć do miejsc utraconych ślepotą dorosłości i niegdysiejszym wypędzeniem z Edenu – trzeba wejść w wersy jak w sidła, Janusza Andrzejczaka i dotknąć zauroczeniem przyrodę i jej mieszkańców, ptaki i rytm ziemi – we wschodach i zachodach, w radościach i smutkach. Zrozumieć rytm życia, tętno jego serca aby odważnie postawić krok w kolejny dzień. Za nadzieję jaką niosą te strofy – dziękuję.

 

Wojciech Wencel:

Janusza Andrzejczaka wymyślił Bolesław Leśmian. To słynny „topielec zieleni”, który jakimś cudem ucieleśnił się i uduchowił w naszej ponurej epoce. Jest jednocześnie postacią literacką, późnym wnukiem autora „Łąki” i samorodnym poetą. Bo choć obficie czerpie z języka swego mistrza, to jego ballady i fraszki brzmią autentycznie i nie dają się zamknąć w słowie „stylizacja”. Andrzejczak nie kłamie. Naprawdę wędruje przez leśną głuszę i przysiada nad Biebrzą. Zna wszystkie ptaki, trawy i drzewa, a one znają jego. Wytrwale buduje własny kosmos, w którym drogę wskazują przydrożne świątki, ślady polskiej historii i rodzinne tęsknoty. Czyli trzy cnoty teologalne: wiara, nadzieja i miłość.

 

RECENZJE  I INNE TEKSTY O TWÓRCZOŚCI AUTORA:

 

  • Anna Dąbrowska o tomiku wierszy „Takijeden” w: „Gazeta Częstochowska, Częstochowa, 14 – 17 lipca 2011, Nr 28/29 (1017/1018)
  • Michał Siedlecki o tomiku wierszy „Takijeden” i spotkaniu z autorem, w: „Środy Literackie Książnicy Podlaskiej – rok trzeci”. Białystok 2011, s. 122-125
  • Anna Dąbrowska o tomiku wierszy „Łagodnia” w: „Gazeta Częstochowska”. Częstochowa, 2 stycznia 2013, Nr 1 (1090)  
  • Elżbieta Morawiec o tomiku wierszy „Łagodnia” w: dwumiesięczniku „Arcana”, Kraków, 2012, nr 108, s. 213
  • O autorze i tomiku poezji „Takijeden” w: Toruńskim Informatorze Kulturalno-Artystycznym IKAR (114) nr.2, 2013 =>
  • O Krakowskim Salonie Poezji, na którym Anna Polony i Andrzej Mrowiec czytali poezje Janusza Andrzejczaka.
  • „Zobaczyć niewidoczne” Paweł Głowacki: SALONY =>   na portalu   Dziennik Polski 19-03-2013 =>
  • Wojciech Wencel – o twórczości J.A. w: Ludzie z głębszego podziemia /Mój alfabet, czyli o tych, którzy dają nadzieję. Czerwiec 2013 =>
  • Elżbieta Morawiec, Anna Polony, Leszek Długosz, Jan Leończuk: O poezji Janusza Andrzejczaka, w tomiku wierszy Ulotnia, wyd. Marszałek, Toruń, 2013 
  • Białostocki – Kurier Poranny, 28.12.2017, dodatek Magnes, s. 04, , s – artykuł Jerzego Doroszkiewicza – Liryki jak przewodniki po regionie =>
  • Alicja Patey-Grabowska „Akant” 2018, nr 4, 28-04-2018 r.  czytaj dalej =>

Alicja01

A leśmianowską baśniowość, nieomal panteistyczne uwielbienie przyrody znajdziemy w wierszach zawartych w zbiorze „Powłóczystość” (Książnica Podlaska, Białystok 2017) Janusza Andrzejczaka z Torunia – piewcy Suwalszczyzny.

Poezja – tak jak muzyka czy malarstwo – jest zrodzona ze świata ducha.

W tropach poetyckich, w słowach – archetypach tkwi obraz.

I takimi obrazami, jakby wyłaniającymi się z mgły oplecionymi pajęczą siecią operuje Janusz Andrzejczak.

Las – archetyp – kryje tajemnicę – upersonifikowane rośliny – żyją, czują, obdarzone są emocjami, a wrażliwy człowiek może się z nimi utożsamiać, stanowić jedność.

(…)
„Umoszczę się w podszyciu i wtopię się w leże
 pośród mrówek i żuków jeszcze jedno zwierzę
(…)
 cudna jedność gdziekolwiek i za każdym razem
z ziemią niebem i drzewem ze sobą i głazem
(Jedność)

Bo tylko na łonie przyrody można znaleźć ukojenie, uciec od  odhumanizowanego świata.

(…)
„tę jesień ten czas schyłku zapatrzeń w głąb siebie i już nic nie rozprasza tylko wiatr jak grzebień”
(Jesienny wiatr)

Trzeba dokonać wiwisekcji, wejść w głąb ego, wyobraźni, sumienia a można dostrzec to co niedostrzegalne – mówi bohater liryczny:

(…)
„Liść tęskni w kałuży
po zmroku
księżycowy kamyk
tyle piękna wokół
ile go w nas samych.” (…)
(W nas samych)

To co w nas, a więc umiejętność dostrzegania piękna, bo sami jesteśmy odbiciem Bytu, którego odzwierciedla również prawda.

„Z mgły ciszy i echa i babiego lata
z kropelki na listku z nut na pajęczynie
z prześwitów na duktach z puchu co ulata
z tego co przemija choć nigdy nie minie
Zlatują zza kresu zza dali zza cieni
zza początku i końca alfa i omegi
żurawie … (…)
(Echem)

I miłość sprzężona jest z przyrodą, jakby z niej wyrosła, urealniła z mgły – w cielesność.

(…)
 „mgła się nagle staje jak spełniona miłość
nie wiadomo jak to i co tak sprawiło”
(…)
(Mgła i echo)

lub

„A w brzezinie cię czeka nagroda
ta ode mnie co w ciszy zastygła
podejdź tylko a do ust ci podam
garść poziomek w mych dłoniach jak skrzydła
(…)
(A w brzezinie)

Każdy wiersz jest również hymnem do własnego kraju, do ziemi suwalskiej nieskażonych borów, jezior. Po co szukać piękna gdzie indziej, skoro mamy tu, obok siebie. Wystarczy tylko wnikliwie patrzeć i odczuwać.

(…)
Nie obchodzi mnie Rzym, Rijeka
nie tęsknię do Francji i Danii
(…)
Wiem
to takie niemęskie
wciąż tęsknić do puszcz łąk i sadów
Trudno
tęsknię tęsknię tęsknię
nawet i do ptaszka na pniu
z głową na dół
(…)
(Nie tęsknię)

Poezja Janusza Andrzejczaka urzeka muzyczną frazą, melodią utkaną z różnorodnych słów, neologizmów i jak napisał  o twórczości Andrzejczaka Wojciech Wencel: „Poeta wytrwale buduje własny kosmos, w którym drogę wskazują przydrożne świątki, ślady polskiej historii i rodzime tęsknoty, czyli trzy cnoty: wiara, nadzieja i miłość.”

Jaka szkoda, że książki Krzysztofa Schreyera, jak i Janusza Andrzejczaka, ale i wielu innych wartościowych tomików wierszy na próżno szukać w księgarniach.

Dlaczego poezja – ta królowa literatury, którą tak wysoko umieścili na Parnasie wybitni filozofowie, jak choćby m.in. I. Kant czy M. Heidegger, traktowana jest po macoszemu?

 

Liryki jak przewodniki 960

 

Swiat slowem malowany